dsc_4684
Sint Maarten to raj dla spotterów, którzy mogą godzinami podziwiać lądujące i startujące samoloty. Jednocześnie musicie wiedzieć, że jeżeli zabierzecie na tę wyspę swoją – nieinteresującą się samolotami – drugą połówkę, zostaniecie przeklęci i będziecie spali na podłodze. Ale po kolei…


1. Co to jest Sint Maarten i jak tam dojechać i – przede wszystkim – jak wrócić?

Sint Maarten to jedna z wysp należących do Antyli Holenderskich, która znana jest przede wszystkim z malowniczo położonego pasa startowego. Samoloty lądują kilkanaście metrów nad, znaną wśród spotterów na całym świecie, plażą Maho. Jakby tego było mało, to codziennie mamy zagwarantowane przynajmniej 10 lądowań z pięknym zachodem słońca w tle. Żyć (i pić kolorowe drinki), nie umierać.

Połączenia na wyspę nie są tanie i żeby dolecieć tam z Warszawy trzeba teoretycznie wydać dobrych kilka tysięcy złotych. Od czego jest jednak SkyScanner – po kilku tygodniach szukania, trafiłem na bilety kosztujące niespełna 2 tysiące złotych. Kilka kliknięć i mogłem radośnie oświadczyć pukającym się w czoło znajomym, że tak, naprawdę lecę 8500 kilometrów po to, żeby przez dwa dni fotografować lądujące samoloty.

Wybór padł na KLM i podróż z Warszawy przez Amsterdam. O samym locie nie ma sensu się rozpisywać – KLM to zdecydowanie górna półka wśród przewoźników. Obsługa, posiłki i stan samolotów to wzór do naśladowania.

Boeing 747-400 KLM ląduje nad Maho Beach

Boeing 747-400 KLM

 

Tu jednak pierwsze ostrzeżenie! Ponieważ zależało mi na czasie, wybrałem połączenie powrotne z dwiema przesiadkami. Teoretycznie miało to wyglądać w ten sposób:

Warszawa – Amsterdam – Sin Maarten / Sint Maarten – Curcao – Amsterdam – Warszawa.

Pierwsze połączenie w drodze powrotnej miała wykonać firma Insel Air i… nie wykonała. Tzn. wykonała, ale 9 godzin później, przez co do Warszawy wróciłem spóźniony o… 24 godziny. Dopiero na lotnisku dowiedziałem się, że Insel Air to firma krzak, latająca według sobie tylko znanego rozkładu, nie posiadająca większości wymaganych licencji i używająca… składaków. Tak – dobrze napisałem – składaków. Firma dysponuje flotą kilkunastu samolotów, z których lata tylko kilka. Reszta, ze względu na poważne usterki jest uziemniona i od jakiegoś czasu służy jako… magazyn części dla tych pozostałych. Koniec końców – jakimś cudem dotarłem do Curcao i po przespaniu nocy w dość podłym hotelu, odleciałem KLM-em do Amsterdamu.

2. Gdzie mieszkać, ile wziąć kasy i dlaczego tu jest tak drogo?!

Sint Maarten to typowo turystyczna wyspa, więc hotele i pensjonaty są wszędzie. Podobnie jak knajpy i czynne non-stop sklepy „ogólno-spożywcze”. Kupicie w nich wszystko, łącznie z… jedzeniem na ciepło, przejściówkami do gniazdek elektrycznych, alkoholem, owocami i chemią. Są to również jedyne miejsca na wyspie, w których można kupić coś do jedzenia w przystępnej cenie. Knajpy, zarówno te przy plaży, jak i te w głębi lądu, są bardzo drogie. Sałatka (przystawka) to koszt 13 $, główne posiłki zaczynają się od 20$.
Za drinka (mrożone owoce + rum) trzeba zapłacić 8-10$, a jeżeli jesteśmy fanami piwa, to z każdym kolejnym kuflem nasz portfel będzie szczuplejszy o 3-4 zielone banknoty.

Uwaga na wtyczki – obowiązują „amerykańskie”. Przejściówki kupicie bez problemu w każdym sklepie.

Widok z jednej z knajp na zachód słońca nad plażą Maho

zachód słońca nad plażą Maho

 

3. Co wziąć? Dolary czy Euro ?

DOLARY i tylko dolary. Miejscowi ochoczo przyjmują Euro, ale używają przelicznika 1 do 1 i resztę wydają zawsze w zielonych. Biorąc pod uwagę obecne kursy walut, płacenie w Euro jest po prostu nieopłacalne.

4. Internet

Jest wszędzie. Polskie (i nie tylko) miasta mogłyby się uczyć. Bezprzewodowe sieci pokrywają nawet plaże, a ich parametry umożliwiają w miarę komfortowe wysyłanie zdjęć i filmów oraz rozmowy np. przez Vibera, co biorąc pod uwagę kosmiczne ceny połączeń (8 złotych za minutę, niezależnie od tego czy dzwonimy czy odbieramy) jest dużym ułatwieniem.

5. Maho Beach

Samoloty fotografują tu wszyscy. Turyści z całego świata, podczas lądowania większych maszyn, szczelnie wypełniają wąską plażę i blokują biegnącą pomiędzy nią a płotem lotniska, drogę. Nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ większość miejscowych kierowców i tak zatrzymuje się widząc nadlatujące samoloty, wychodzi z szoferki i – podobnie jak pozostali – podziwia kilkudziesięciotonowe potwory. Następnie wracają niespiesznie do pojazdów i przy dźwiękach wszechobecnej muzyki reagge, odjeżdżają.

Lądowanie nad plażą Maho

Lądowanie nad plażą Maho

 

Flight Radar zna tu każdy. Ludzie wpatrzeni w telefony, tablety i… laptopy nikogo nie dziwią. Tak samo jak szeleńcy wchodzący na ogrodzenie podczas startu MD-83, którego silniki sieją za sobą spustoszenie, cofają na kilka chwil Ocean i podrywają małe i większe kamienie do prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę.

Start samolotu w Sint Maarten

Start samolotu w Sint Maarten

 

Podczas nagrywania poniższego filmiku wiedziałem dobrze czego się spodziewać, stałem z boku i… nie dałem rady. Od pewnego momentu walczyłem już tylko o to, żeby się nie przewrócić i żeby mój Iphone nie odleciał w kierunku przepływającego dostojnie, kilka kilometrów od plaży, wielkiego promu z turystami.

 

Po kilkunastu sekundach samolot znika na końcu pasa, a ludzie wracają do kolorowych drinków i kołyszą się w rytmie przebojów Marleya. Tutaj życie płynie inaczej.

6. A co, jeśli nie samoloty?

Nic. Jeżeli chcecie lecieć na Karaiby w celach ściśle turystycznych, to… wybierzcie inną wyspę 😉 Wąskie plaże, stosunkowo słabe zaplecze gastronomiczne (nie wiem jak Ci ludzie się mieszczą w sezonie – teraz wyspa była pusta, a knajpy zapchane). Podziwiam również kąpiących się na plaży Maho, która kilka razy dziennie dostaje potworną dawkę syfu za sprawą lądujących i startujących nad nią samolotów.

Zachód słońca nad Maho Beach

Zachód słońca nad Maho Beach

 

Jeżeli macie jakieś pytania – zapraszam do zadawania ich w komentarzach 🙂

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *